Za kółkiem wychodzi mój spontaniczny charakter – rozmowa z Anną Kerth

Wywiad z Annu0105 KerthAnnę Kerth znamy przede wszystkim jako Małgosię Zimińską z serialu Na wspólnej. Niewielu jednak wie, że jako pierwsza Polka została nominowana do BAFTA Scotland New Talent Award – nagrody przyznawanej aktorom, których według jury czeka obiecująca kariera. Jako typowa kobieta pracująca posiada wiele pasji i jeszcze więcej zawodów, chociaż aktorstwo to jej najprawdziwsza miłość. Zarówno w życiu jak i w aucie kieruje się przede wszystkim intuicją. Co jeszcze nam zdradzi?

Jakim jest Pani kierowcą?

Marnym… Wynika to z tego, że obecnie nie mam samochodu. Do niedawna dużo kursowałam między Polską a Wielką Brytanią i zdecydowanie częściej podróżowałam samolotem niż samochodem. Żartowałam nawet, że szybciej kupię sobie samolot niż auto, ale uwielbiam prowadzić, mimo że ostatnio rzadko mi się to zdarza. Teraz troszkę inaczej to wygląda i pewnie będę musiała zdecydować się na jakiś zakup, chociaż w Warszawie łatwiej podróżować komunikacją miejską – szczególnie przy mojej aktywności – chodzi nie tylko o korki ale i szukanie miejsc parkingowych.

A gdy już wsiada Pani za kółko, porywa Panią demon prędkości czy jeździ Pani rozważnie?

Kołaczą mi się po głowie słowa mojego kolegi, który powiedział kiedyś, że boi się ze mną jeździć bo jeżdżę jak narwana. Hmm… Czyżby za kierownicą również wychodził mój spontaniczny charakter? ;).

Prawo jazdy zdawała Pani w Gdańsku czy w Warszawie?

Próbowałam zdawać w Gdańsku – byłam wtedy studentką, więc do egzaminu podeszłam na wakacjach, ale za pierwszym razem się nie powiodło. Drugie podejście miałam w Krakowie, gdzie studiowałam. Wszyscy znajomi mnie straszyli, że to zupełnie inne miasto, że będzie dużo trudniej, ale powiem szczerze, że wcale się nie stresowałam. Mieli o wiele lepszy plac – mnie przerażał właśnie plac i słupki – panikuję, gdy je widzę. Wyjazd na miasto nigdy nie stanowił dla mnie problemu. Do dzisiaj tak mam, sztuczne ograniczenia mnie paraliżują.

Po zdaniu egzaminu od razu wsiadła Pani za kółko?

Niestety nie, ale to wynika chyba z tego, że jestem dziewczyną. Bracia byli zawsze zachęcani do jazdy, ja nie miałam tak łatwo… Pierwszy samochód do swojej dyspozycji miałam tutaj, w Warszawie. Dzięki przyjaciółce. A że ona była na etacie a ja wolnym strzelcem, to mogłam z niego korzystać dowoli w ciągu dnia 😉

Czyli to bracia są głównymi kierowcami w rodzinie?

Hmm… To nie tak. Ale moja Mama, która jest fantastycznym kierowcą, mniej miała obaw, gdy to chłopaki chwytali za kierownicę.Człowiek się trochę podenerwował, ale później musiał odpuścić. Co można było zrobić?

A teraz woli Pani prowadzić czy podróżować jako pasażer?

Jeśli mogłabym wybierać, to zawsze wolałabym być kierowcą. Ale skoro jestem pasażerem, koniecznie muszę siedzieć z przodu.

Czy w związku z licznymi podróżami zdarzało się Pani prowadzić w ruchu lewostronnym?

Oj nie. Nie odważyłabym się swobodnie jeździć. Chociaż faktycznie mi się zdarzyło. Brat posadził mnie za kółkiem dużego auta za kierownicą po prawej stronie – dziwne uczucie. Nie mam praktyki i zmiana stron była dość kłopotliwa – szczególnie na rondach. Jeszcze trudniej robi się z kierownicą po lewej stronie.

Co Panią denerwuje w innych kierowcach?

Niezdecydowanie i to, że nie używają kierunkowskazów. Wiem, że gdy na ulicy jest luźno, każdy włącza kierunkowskaz w ostatniej w chwili, ale przy dynamicznym ruchu robi się niebezpiecznie.

Zdarzyło się Pani usłyszeć określenie „baba za kółkiem”? Jak Pani na nie reaguje?

Oczywiście! Poniekąd czasem to jest prawda. Jak dziś pamiętam pierwszy raz gdy ktoś mnie tak nazwał – to były moje początki. Spieszyłam się do teatru i próbowałam zaparkować na Marszałkowskiej. Trzy razy manewrowałam i po prostu nie byłam w stanie. Ktoś zatrąbił, ktoś się obejrzał, ktoś skomentował… Do dziś robię się czerwona jak o tym pomyślę. Ale znam kobiety, które fantastycznie kierują. Myślę, że ten stereotyp wynika w dużej mierze z faktu, że kobietom jednak częściej zdarza się zagapić podczas jazdy – pewnie dlatego, że myślą o 10 rzeczach na raz. Mężczyzna jak jedzie to jedzie. To się jednak zmienia, widzę że to kobiety przejmują kierownicę. Chociaż jak widzę znudzonego faceta w roli pasażera a obok silną, zdecydowaną kobietę… to czasem dziwnie to wygląda ;).

Jakieś inne samochodowe wpadki?

Miałam jeszcze jedną wstydliwą sytuację. Duże skrzyżowanie, potworny korek a mi trzykrotnie zgasł silnik. Wtedy też pewnie niejeden kierowa mruczał pod nosem „baba za kierownicą”. To również były moje początki za kółkiem i do tego początki w Warszawie.

Nagle człowiek orientuje się, że pomarańczowe światło to tak naprawdę moment, gdy już albo jeszcze wszyscy są w ruchu. Na samym początku byłam przerażona, ale jak człowiek się nauczy się jeździć po Warszawie, to wszędzie sobie poradzi. Szybko trzeba wykształcić w sobie sporą uważność. Ważne tylko, żeby nie stosować stołecznych zasad w innych miastach.

A Pani jakie grzeszki popełnia w samochodzie?

Makijaż rzeczywiście zdarza mi się robić – łącznie z tuszowaniem rzęs, ale raczej na czerwonych światłach. Telefonu nie używam podczas jazdy – nie lubię jak ktoś dzwoni prowadząc i sama tez tego nie robię. To kwestia bezpieczeństwa. Wprawdzie kobiety mają podzielność uwagi, ale przezorny zawsze ubezpieczony.

Rozumiem, że teraz nie ma Pani auta, ale gdyby miała się Pani zdecydować na zakup, co by to było?

Od paru lat marzę o Jaguarze XF, aczkolwiek zostałam skwitowana ze to jest samochód dla starszych mężczyzn. Uwielbiam luksusowe auta i jak tylko go zobaczyłam, wiedziałam że będzie mój. Na szczęście ma go kilku moich znajomych więc czasem mogę się przejechać. 

Tak na teraz, chciałabym mieć Nissana Micrę. Uważam, że są to przeurocze auta – wszędzie się wcisną, a miejsca jest sporo. Fajny żeński samochodzik, który w dodatku niewiele pali, a w Warszawie to wyjątkowo istotne. Wolałabym, żeby pierwszy samochód który zdarzy mi się kupić był typowo użytkowy – żebym nie musiała stresować się każdą rysą.

Kolor karoserii?

Miałam upatrzoną czarną, ale być może zdecydowałabym się na powiew świeżego powietrza – jaskrawa zieleń albo turkus. Różowy zdecydowanie odpada, chociaż moje siostrzenice byłyby zachwycone.

Skrzynia manualna czy automatyczna?

Tylko manualna. Automat to zero frajdy.

A jeśli chodzi o wyposażenie?

Na pewno muszę mieć dobry sprzęt grający z wejściem USB. Ostatnio samochody mają te cudowne kamerki parkowania. To jest konkret! Coś rewelacyjnego! Poza tym szyby, lusterka i zamki koniecznie automatyczne. Do tego podgrzewane fotele – jestem totalnym zmarźluchem i podgrzewanie „czegokolwiek i gdziekolwiek” jest dla mnie rozkoszą. 😉

Nawigacja jest zbędna?

Jestem odrobinę staroświecka i stosuję wszystko, co uważam za trening mózgu. Tyle ile mogę, wolę kojarzyć samodzielnie. Szczególnie w mieście, w którym mieszkam. Nieznajomość własnego miasta to słaba sprawa. Ale nie jestem przeciwnikiem.

Sama dba Pani o auto? Przeglądy, naprawy..

Powiem może za innym kolegą – ja zarabiam po to, żeby móc pewne rzeczy zlecić fachowcom. Bardzo bym chciała orientować się w tych sprawach – to bardzo seksowne, ale niestety. Wolę zadzwonić do kolegi lub specjalisty, który się na tym faktycznie zna.

A jak się coś psuje – czeka Pani do krytycznego momentu czy od razu działa?

Od razu. Ja jednak bardzo dbam o bezpieczeństwo. Nie przeszkadzają mi zadrapania, ale jeśli coś szwankuje, działam od razu. Chociaż jeśli miałabym już swojego Jaguara, z pewnością zmieniłaby się perspektywa. Codziennie ściereczka, chuchanie, dmuchanie…

Co można zawsze znaleźć w Pani aucie? 

Zawsze będą tam cukierki – miętówki. Zostało mi to z dzieciństwa. Nie chodzi o uzależnienie, bardziej sentyment. Musi być też atlas i dobra muzyka.

Czego najczęściej Pani słucha?

To zależy. W długie trasy bardziej sentymentalna – uwielbiam podróże i filmy drogi, to dobry moment na przemyślenia. W mieście podczas porannych korków coś pobudzającego, radosnego, pozytywnie nastrajającego.

Najdroższy mandat jaki przyszło Pani zapłacić?

Jeszcze ani razu nie dostałam mandatu. Zawsze byłam grzecznym kierowcą. Jedyna rzecz, za którą być może kiedyś przyjdzie mi zapłacić to nawracanie w niedozwolonych miejscach. Na szczęście do tej pory nikt mnie na tym nie przyłapał.

Na koniec zapytam o samochodową podróż marzeń? Jeśli lubi Pani filmy drogi, to o tego typu wyprawie pewnie czasem Pani rozmyśla.

Strasznie marzy mi się Rzym. Wybrałabym krętą drogę, zahaczając o miliony innych ciekawych miejsc. Wyjątkową podróż przeżyłam mając 14 lat – jechaliśmy samochodem przez 14 stanów. Nie zaliczyłam tylko California State Route 1, ciągnącej się wzdłuż Pacyfiku od Los Angeles do San Francisco. Chętnie bym wróciła to nadrobić, ale w taką trasę chętniej niż Jaguarem wybrałbym się truckiem – konkretnym wozem z napędem na 4 koła.

Pytała: Ula Grzegorzewska

Fot: Babirecki.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here